Dziś miał być podpatrzony na
blogu jadłonomii krem buraczany z mlekiem kokosowym. Niestety na dźwięk słowa
buraki moje dziecko zawyło w akcie protestu, żądając zupy pomidorowej „takiej jak
u babci”. Próbowałam się targować, w końcu skapitulowałam i przystałam na pomidorówkę, niemającą jednak nic wspólnego z babciną zupą gotowaną na kościach, włoszczyźnie i
polewaną tłustą śmietaną. Moja pomidorówka to gęsty krem w stylu włoskim, acz
doprawiany mlekiem kokosowym na wzór hinduski. W efekcie powstało mocno
aromatyczne, pożywne i rozgrzewające danie, w którym słodycz kokosa cudownie balansuje
ostry smak peperoncino i kwaśność pomidorów. Co na to miłośnik pomidorówki? Orzekł, że co prawda zupełnie inna niż u babci, ale „musi
przyznać, że bardzo dobra”! Ja powiedziałabym nawet - wyborna! Zamiana buraków
na pomidory okazała się więc strzałem w dziesiątkę, a mi pozostaje tylko
wymyślić, na co spożytkować 6 dorodnych upieczonych buraków:)
A oto składniki na zupę:
puszka pomidorów krojonych
pudełko passaty pomidorowej 500 ml
ok. 1,5 szklanki wody
puszka mleka kokosowego
5 listków bazylii
przyprawy:
2,5 łyżeczki soli
pół łyżeczki: sody oczyszczonej, czarnuszki, pół kurkumy, peperoncino
1 łyżeczka: przyprawy włoskiej, kolendry, czosnku
niedźwiedziego, czosnku mielonego, ksylitolu
Do garnka wrzucamy pomidory i passatę, dolewamy wody i zagotowujemy. Do
wrzątku dodajeymy sodę i zmniejszamy ogień. Po ok. 15 minutach dodajemy
przyprawy. Wrzucamy listki bazylii i całość miksujemy „Żyrafą”. Gotujemy
jeszcze 5 minut i wlewamy mleko. Mieszamy do rozpuszczenia i chwilę gotujemy,
doprawiamy jeśli to konieczne i podajemy, dekorując listkami bazylii.
dla jedzących gluten - z makaronem szpinakowym |
Można spożywać
bez dodatków, jednak ostrość peperoncino mimo słodyczy kokosa jest wyczuwalna,
więc warto podawać z z makaronem, kaszą czy grzankami. Albo zmniejszyć ilość
peperoncino, jeśli preferujecie wersję sautè.
zupa-krem bez dodatków |
a co tu robi soda?
OdpowiedzUsuńnie jest niezbędna, ale kiedyś zaprzyjaźniony Włoch zdradzał mi tajniki kuchni włoskiej twierdząc, że do wszelkich przetworów pomidorowych należy dodać choć odrobinę sody. Dlaczego już nie pamiętam, ale posłusznie dodaję. A że robiłam spory gar zupy, dałam jej ok. pół małej łyżeczki - w smaku nie była wyczuwalna.
OdpowiedzUsuńDla mnie soda była strasznie wyczuwalna... Musiałam wywalić cały garnek zupy... Nie wiem co mnie podkusiło...
OdpowiedzUsuńdziwne, jak widzisz w komentarzu wyżej, ja dałam ok. pół małej łyżeczki na wielki gar zupy - może dałaś za dużo? Ja zawsze próbuje pomidory, bo sodę daję najpierw. Ona ma tylko zabić kwaśność pomidorów, nic więcej. Zawsze tym sposobem robię sosy pomidorowe i nigdy nie wyczułam w nich sody.
UsuńPodoba mi się prostota i mało roboty wg tego przepisu, wieczorem robię. Sławek
OdpowiedzUsuńZupa bardzo smaczna - powtórzę ją jeszcze. Miałam tylko problem z 2,5 małymi łyżeczkami soli. Dodałam 2 i było jej aż nadto.
OdpowiedzUsuńJa z kolei do (niemalże) wszystkich potraw z pomidorem dodaję szczyptę cynamonu - świetnie podkręca smak.
Glorii
też czasem dodaję cynamon. Albo też zamiast cukru/ksylitolu syrop daktylowy. Co do soli, używam himalajskiej, mam wrażenie że jest jakaś mniej słona :) Ale przyprawy to rzecz względna, należy kierować się własnym smakiem. Na ogół w ogóle nie podaję ilość soli i pieprzu, żeby każdy doprawił wedle gustu. Bo tez łyżka łyżce nierówna. Ale cięsze się, że mimo wszystko zupa smakowała i dziękuję za komentarz
Usuń