środa, 30 marca 2016

Oczyszczający bigos i pierwszy dzień na poświątecznym poście warzywno-owocowym wg dr Dąbrowskiej

Wiosna to doskonały czas na pozbycie się złogów, toksyn i paru nadprogramowych kilogramów, które tak łatwo przybywają zwłaszcza w czasie zimy. Od dwóch lat właśnie wiosną, tuż po świętach (wiadomo dlaczego) staram się przeprowadzać oczyszczający detoks. Korzystam tu z doświadczeń i wiedzy dr Dąbrowskiej, autorki m.in. książki "Przywracać zdrowie żywieniem". Zasada jest prosta: można jeść większość warzyw (wyjątkiem strączki i warzywa wysokoskrobiowe, jak ziemniaki) i mało słodkie owoce (kwaśne jabłka, grejpfruty, cytryny), można stosować wszystkie naturalne przyprawy (trochę soli też) i zioła. Chodzi o to, by jedząc pokarm niskokaloryczny i beztłuszczowy, organizm przeszedł na odżywianie wewnętrzne, dzięki czemu nastąpi jego oczyszczanie i samouzdrawianie. Organizm będzie bowiem spalał własne złogi tłuszczowe i zwyrodniałe tkanki. W efekcie dojdzie nie tylko do utraty zbędnych kilogramów i ogólnej poprawy stanu zdrowia i samopoczucia, ale też do cofnięcia się wielu chorób cywilizacyjnych (cukrzyca, miażdżyca, stłuszczenie wątroby, reumatoidalne zapalenie stawów i in.). W przypadku poważnych schorzeń najlepsze rezultaty daje dieta 42-dniowa, po której następuje powolne wychodzenie z postu i przejście na zdrową dietę. W celach oczyszczania wystarczą dwa tygodnie. Choć każdy dzień czy kilka zrobi dla nas dobrze :)

Początki są trudne, wiadomo. Poza chwilową walką z głodem trzeba się czasem zmagać z osłabieniem, dyskomfortem a nawet bólem (odzywają się np. przebyte choroby- to tzw. kryzys ozdrowieńczy). Nieco więcej pisałam na ten temat przed dwoma laty, kiedy po raz pierwszy zrobiłam taki post. Możecie o tym poczytać tu, na blogu jest też 7 innych postów z jadłospisem (znajdziecie je pod tagiem DETOKS).
Mój pierwszy post trwał tydzień. Następny, po roku, już 2 tygodnie. Zobaczymy jak będzie teraz.


No to startujemy!
Wstałam dziś po 7, budziłam się, robiąc synowi śniadanie, zmywając naczynia i ogarniając szybko mieszkanie. To mój stały sposób na pobudkę - działa :) Potem ćwiczyłam- pół godziny (trochę cardio z obciążeniem, trochę rozciągania).
Na początek wypiłam szklankę ciepłej wody z sokiem z połówki cytryny, szczyptą cynamonu i łyżeczką octu jabłkowego.
Nie byłam głodna (wczoraj wieczorem trochę zaszalałam), więc zrobiłam sobie tylko yerba matę, którą sączyłam do 12 (dolewając wody). W międzyczasie był jeszcze kubek mięty.
Ok. 12 poczułam burczenie w brzuchu, przyszła pora na śniadanie. Lubię śniadania na słodko, zjadłam więc pół grejpfruta i 2 duszone niewielkie jabłka z cynamonem (wlewam do garnka trochę wody, wrzucam pokrojone i nieobrane, pozbawione jedynie gniazd nasiennych jabłka, dodaję cynamon i parę minut duszę pod przykryciem na małym ogniu.

O 16.30 zjadłam obiad: pełna micha bigosu, którego smak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Gotowałam go 1,5 godziny, w międzyczasie podjadając surową kapustę (tj. głąb) i kilka rzodkiewek.
Tak się najadłam tym bigosem, że w ramach kolacji wypiłam tylko 400 ml domowego soku z jabłek , marchewki i połówki grejpfruta.

Przez cały dzień czułam się świetnie, dopiero ok. 17 nastapił spadek formy i senność. Zdrzemnęłam się pół godziny, dorobiłam yerby i potem już poszło jak z płatka. Żadnego bólu głowy ani głodu, żadnych nieprzyjemności. Jest moc!

A oto przepis na oczyszczający bigos:

Składniki (na 2-3 porcje):

  • pół kapusty białej (moja połówka po odjęciu grubym liści warzyła 650 g)
  • 2 szklanki kiszonej kapusty (bez odciskania z soku)
  • 1 cebula
  • 250 ml przecieru pomidorowego
  • 1 małe jabłko
  • 1 łyżeczka suszonych warzyw (taka mieszanka rosołowa bez dodatków)
  • woda
  • 0,5 łyżeczki kurkumy, 1/3 łyżeczki ostrej wędzonej papryki, pół łyżeczki kolendry
  • 3 ziarna ziela angielskiego, dwa listki laurowe
  • łyżeczka majeranku
  • sól, pieprz do smaku
Cebulę obieramy, kroimy w drobną kostkę, Na patelni wlewamy 2-3 łyżki wody. Gdy będzie gorąca wrzucamy kurkumę, paprykę i kolendrę. Chwilę mieszamy aż powstanie sos. Wrzucamy cebulę i smażymy mieszając (ewentualnie dolewając trochę wody) przez ok. 5 minut. Odstawiamy.

W czajniku zagotowujemy wodę. Do garnka wrzucamy poszatkowaną białą kapustę (bez głąba, który można zjeść w międzyczasie - i warto, bo ma dużo witaminy C) oraz kapustę kiszoną. Wlewamy wrzątek (tak do 2/3 objętości kapusty - tak żeby woda delikatnie wypływała na powierzchnię gdy będziemy ugniatać kapustę łychą czy widelcem). Gotujemy na średnim ogniu pod przykryciem ok 40 minut. Co jakieś czas mieszamy.
Po tym czasie wlewamy passatę pomidorową, dodajemy susz warzywny, cebulę, ziele i liść laurowy oraz jabłko. Gotujemy, nadal co pewien czas mieszając, kolejne pół godziny. Dodajemy majeranek, sól (u mnie 2 szczypty) i pieprz. Gotujemy ok 10 minut. W razie czego jeszcze doprawiamy do smaku.
Spodziewam się, że jutro mój bigosik będzie jeszcze lepszy. 





                                                                          ***
Zapraszam również do odwiedzenia mojego podróżniczo-reporterskiego bloga:

3 komentarze :

  1. Witam,
    Czy ta dieta jest dla matek karmiących?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dąbrowska pisze tylko, by nie stosować w ciąży, ale chyba nie ryzykowałabym też karmiąc piersią. Brak tłuszczów w diecie na pewno wpłynie na jakość mleka. Można zrobić sobie taki bigos i pić jak najwięcej koktajli owocowo-warzywnych, ale całkowita eliminacja produktów o wysokiej wartości odżywczej nie jest dobrym pomysłem

      Usuń